Drzwi otworzyły się cicho, a do pomieszczenia wszedł wysoki mężczyzna w garniturze. Jego kolejnym krokom towarzyszyło skrzypienie starych desek i migoczące światło. Rzucił na biurko folder, a w powietrze wzniosło się sporo kurzu, który przez ostatnie trzy miesiące osiadał się na blacie nieużywanego mebla. Wieczne pióro, które leżało na jego krawędzi, sturlało się i wylądowało na podłodze.


Porzucony przez jakiś czas budynek wracał powoli do użytku. Wszystkie podejrzenia pod ich adresem zniknęły, a sprawę zdecydowanie można było zacząć badać od samych jej początków. A co szło z tym w parze – przez kolejne tygodnie na pewno nikt z ich wydziału nie zainteresuje się mniej poważnymi aferami i wszyscy będą siedzieć przed archiwami.
Mężczyzna zerknął na teczkę i westchnął, stwierdziwszy, że jej przeglądanie zajmie mu najprawdopodobniej kilka kolejnych dni i nocy, zważywszy na jej grubość. Usiadł na skórzanym fotelu przed biurkiem, a kurz, który uniósł się tym razem spowodował jego kaszel. Uderzył się kilkakrotnie pięścią o prawą pierś, po czym wyjął z szuflady butelkę, która zawsze znajdowała się w tym samym miejscu, oraz jedna z sześciu szklanek do whisky. Wlał do niej trunek i wziął ją do ręki, chociaż to nie ona była aktualnie tym, co zaprzątało jego myśli.
Uniósł okładkę, po czym spojrzał na akta, ustawione w kolejności – od najstarszych do najbardziej aktualnych, a wszystko to zostało starannie spięte . Kolejnymi kartkami były raporty, wypełnione niezbyt czytelnym charakterem pisma, jakby redagowano je w wielkim pośpiechu.
Wypił kolejny łyk szkockiej, jakby miało go to rozbudzić i pomóc w byciu przytomnym przez następne godziny, po czym uniósł kartkę na poziom oczu i rozsiadł się wygodniej w fotelu.
*
14 września, 2007 rok.Obecni: główny porucznik Park Sukhyun, świadek koronny Choi Jonghun aka 'Strzelec', Odpowiedzialny za archiwum Kim Jisook oraz pies porucznika, owczarek niemiecki o imieniu Plama.
Mężczyzna prychnął cicho, jakby wspomnienie o zwierzęciu szczerze go rozbawiło.
Drzwi otworzyły się cicho, a do pomieszczenia wszedł wysoki mężczyzna w garniturze. Jego kolejnym krokom towarzyszyło skrzypienie starych desek i migoczące światło. Rzucił na biurko folder, a w powietrze wzniosło się sporo kurzu, który przez ostatnie trzy miesiące osiadał się na blacie nieużywanego mebla. Wieczne pióro, które leżało na jego krawędzi, sturlało się i wylądowało na podłodze.
OdpowiedzUsuńWypił kolejny łyk szkockiej, jakby miało go to rozbudzić i pomóc w byciu przytomnym przez następne godziny, po czym uniósł kartkę na poziom oczu i rozsiadł się wygodniej w fotelu.
Usuń